Obrazy na płótnie pełne sentymentu. Ocieplenie wnętrza domu.

obrazy na płótnie

Wywoływanie zdjęć to u mnie klasyka już od lat. Dyski pękają w szwach od ujęć. Czy to zdjęcia wspomnień, czy zdjęcia które wykonuję na bloga i social media. Najbardziej pękate pliki to te ze zdjęciami syna. Kiedy postanowiłam ocieplić wnętrza domu postawiłam na obrazy na płótnie, które są dla mnie pełne wspomnień, sentymentu. Salon i gabinet był u nas dość zimny, brakowało mu duszy. A przecież spędzam tutaj tyle czasu, w zasadzie siedem dni w tygodniu.

DLACZEGO OBRAZ?

Obrazy na płótnie sięgają tradycją wieki wstecz, gdy zdobiły znakomite wnętrza naszych przodków. Dziś zmieniła się technologia, metoda nanoszenia obrazu, ale nie sposób, w jaki odmieniają one wnętrze. Obraz imponuje rozmiarami, nadaje niepowtarzalnego klimatu. Oczywiście wybieram różnego rodzaju kompozycję zdjęć, ale pomyślałam, że może zdobienie ściany rozpocząć tak wiecie… po prostu z przytupem? W tym wypadku obraz byłby czymś wyjściowym, tak abym potem mogła kompletować do niego resztę otoczenia.

Mam poczucie, że taki obraz jest czymś bardziej… szlachetnym? Na pewno wyróżnia się na tle zwykłych zdjęć i jako pierwszy przyciąga wzrok. Bardzo ważne jest też to co ten obraz za sobą niesie i co przedstawia. To chyba nawet ważniejsze od tego, co wnosi do wystroju. Z czym nam się kojarzy i jakie emocje czujemy, kiedy na niego patrzymy. Bo to przecież żadna niespodzianka, że lubimy się otaczać rzeczami ładnymi. Ale ja jeszcze bardziej lubię to, że to co ładne – niesie też za sobą fajne wspomnienia. 

Wydruki dla domu to dla mnie świetna opcja, bo lubię kiedy ten dom ma duszę. 

Przede wszystkim dobre emocje.

Przeszukując wspomniane dyski ze zdjęciami, a chcąc przełożyć je na obraz na płótnie, szukałam ujęcia, z którym wiąże się jakaś historia. W tej sytuacji sięgałam do lata. Pory roku, którą bardzo lubię. Bo tego lata udalo nam się zrobić dużo rzeczy wielkich, dużo pierwszych razów, momentów rodzinnych, kiedy to wspólnie coś odkrywamy A że chodzimy wszędzie z aparatem, to skrupulatnie uwieczniamy nasze piesze (i nie tylko) wycieczki. Nie chciałam korzystać z gotowych wzorów. Chciałam czegoś wiecie… własnego.

Mój wybór padł na zdjęcie z synem. Dlaczego? Moje ściany zdobią zdjęcia z różnych wydarzeń życia. Randki, urlopy, ślub, sesje zdjęciowe. Ale to właśnie zdjęcia z synem bardzo mi brakowało. Młody jest jak dynamit, ruchliwy, głośny i ekspresyjny. Ciężko uchwycić go w kadrze, bo przez tę swoją ruchliwość jest ciągle nieostry. Nie mówiąc już o tym, że jak tylko widzi aparat – leci nam go zabrać.

Udało się raz.

Jeden raz. 

Ten raz odbył się w Muzeum Wsi Opolskiej, kiedy spacerowaliśmy przez sad, a ja kucnęłam koło niego, żeby zapiać mu rzepy w bucie. Prztuliłam go, on przytulił mnie. I wtedy sprzedał nam swój ulubiony uśmiech numer 5. I wyszło bosko. Dobrze, że mąż był w pogotowiu i udało mu się uchwycić te ułamki sekundy, kiedy pojawiła się chwila czułości. Bo oczywiście chwilę potem Karol zobaczył konie i wypruł do nich z prędkością światła. 

Nasza radość. Radość dziecka.

Jestem zachwycona projektami gotowych wnętrz i pięknych obrazków z botaniką, krajobrazami, figurami czy też sentencjami. Sama też oczywiście w domu takie posiadam. Ale ten moment kiedy odpakowałam obraz i przyjrzałam się mu… To była radocha nie do opisania. Oczywiście wróciły wspomnienia i wróciłam myślami do tego pięknego lata. Zamiast szukać miejsca na powieszenie obrazu na płótnie siedziałam i gapiłam się w oczy synka i w ten jego uśmiech. Co tam dekorowanie, skoro w pierwszej kolejności do oka ciśnie się łezka radochy.

Najlepsza jednak była mina syna. Zobaczył. Podszedł. Zaczął oglądać, dotykać, analizować. A potem był głośny śmiech, jego radość była większa niż moja. Pokazywał na obraz, na siebie mówiąc: ja. Na mnie, mówiąc: mama.

Wzrusz level total. 

Zaświadczam, to jest chwila warta każdych pieniędzy i nawet jakby takie obrazy kosztowały miliony (a nie kosztują), to bym brała takich pińcet!

 

obrazy na płótnie

obrazy na płótnie

TROSZKĘ DANYCH TECHNICZNYCH OBRAZU NA PŁÓTNIE.

Typ obrazu na płótnie, który wybraliśmy to płótno canvas. To szlachetny materiał idealnie nadający się do wystroju różnego rodzaju wnętrz w szczególności tam, gdzie chcemy wprowadzić niepowtarzalny, artystyczny klimat. Płótno po wydrukowaniu naciągane jest na krosno o grubości 2 cm, wydruk na bokach również jest zadrukowany, co po powieszeniu (wystarczy na gwoździu) daje trójwymiarowy efekt obrazu malarskiego. Użyte materiały w połączeniu z technologią druku pozwalają uzyskać wierne, żywe kolory i wysoką odporność na blaknięcie. O kolorach najlepiej mówić patrząc na to jak pięknie oddany jest kolor oczu syna i jak wydobyta jest głębia ich błękitu. Każdy kolor zgadza się z tym rzeczywistym, czyli takim jakie moje oczy w danym momencie focenia widziały Nie ma przekłamania na kolorze włosów, na skórze czy princie sukienki. Oczywiście na bazowym zdjęciu był nałożony preset, ale nie ingerował on w realność odcieni. Raczej wpłynął na kontrast i wyodrębnienie pierwszoplanowej tekstury. 

Obrazy na płótnie mogą mieć różne wielkości, ale nasz jest naprawdę duży. Najlepiej to widać kiedy syn przy nim staje. Fakt, młody od wakacji trochę podrósł, ale nadal jest niewiele większy niż ten wesoły chłopak na zdjęciu. 

Płótno jest grube i solidne. Nie strzępi się, nie wygniata, jest dobrze naciągnięte. Jest też bardzo lekkie, dzięki czemu jako chyrlawa babka mogłam nosić je gdzie chce sama, bez zadyszki. Światło na obrazie pięknie tańczy. Nie odbija się bo faktura jest dość matowa. Obraz nie wymaga laminacji. Dlatego nie mamy problemu z tym, że w słoneczny dzień płotno jest jednym wielkim odblaskiem. 

Obrazy na płótnie drukowane są w technologii lateksowej. Materiały, które użyte są do wydruku tego typu obrazów nie posiadają toksycznych rozpuszczalników, są bezwonne, bezpieczne dla otoczenia i nadające się do użycia w pomieszczeniach nawet takich jak przedszkola, szpitale czy niewielkie pokoje dziecięce. Tutaj jestem wybitnie spokojna, bo moje dziecko jest w etapie próbowania wszystkiego. Buzią. Dosłownie. Co zobaczy to poliże. Tak tak, ten obraz też już miał próby walorów smakowych. Ale jestem spokojna, Karolowi nic nie groziło. W pokoju nie czuć też niemiłych zapachów. W zasadzie obraz nie wydziela żadnych zapachów.

obrazy na płótnie

OBRAZY NA PŁÓTNIE DOPEŁNIAJĄ NASZ DOM.

Wchodząc do gabinetu (bo tam finalnie obraz zawisł) uśmiecham się od ucha do ucha. Co ja poradzę, że jestem taka sentymentalna? Wydruki do domu stały się jedną z moich ulubionych metod przenoszenia wspomnień na coś bardziej stałego, trwałego. Dziś wieszamy na ścianie zdjęcie z synkiem, kolejne obrazy na płótnie może będą wspomnieniami z podróży? Może nasze rodzinne motto? Ulubiona fotografia makro jaką uchwycę w pobliskich polach? Może to będzie jakiś kolejny “pierwszy raz” mego życia (wiem! przecież miałam w planach lot szybowcem!). Chciałabym żeby takie obrazy na płótnie przedstawiały moje cele życiowe, wspomnienia i… marzenia. 

A wiem już dziś, że będzie ich więcej. I obrazów i marzeń. 

obrazy na płótnie

obrazy na płótnie

 

 

 

halo halo jest tu kto?

Czy widzieliście mój poprzedni post?

Nocleg w centrum Krakowa. Lokujemy się przy Dolnych Młynach.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Follow by Email
Instagram