Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha to bardzo rozległy temat. Postaram się go dzisiaj wnikliwie omówić, bo przecież cóż…

Chyba każda mama chce otwierać szampana, kiedy u jej pociechy pojawiają się pierwsze mleczne zęby. Ale po chwili pojawia się też stres. Higiena zębów mlecznych – czy ma sens? Czy do buzi malucha w ogóle się zagląda?

W tej materii nadal znajdziemy mnóstwo mitów i legend. Do dziś hołduje się zasadzie, że mleczaki przecież wypadają, więc po co o nie dbać (o zgrozo!). Skąd u tak małych dzieci bierze się próchnica, jak ją leczyć, jak w ogóle przyzwyczaić dziecko do takiej rzeczy jak wizyty u dentysty? Co robić, kiedy dziecko przy myciu zębów protestuje? Jak oswoić brzdąca ze szczoteczką, jak namówić do tego, żeby w ogóle otwierał buzię?

Takie pytania pojawiły się i u nas. A ja jako posiadaczka zębów, które w młodości były zaniedbane – bardzo mocno skupiłam się na tym, żeby zęby syna były pod dobrą opieką już od pierwszych dni. Żeby w przeciwieństwie do mamy nie bał się dentysty jak ognia i żeby tylko nie miał traumy.

LATA 90′ – CZYLI DENTYSTA SADYSTA!

Sięgając pamięcią do lat “szczenięcych” pamiętam głownie obrzydliwą fluoryzację, mroczne (jak na dziecięcy umysł) gabinety dentystyczne, niezbyt sympatyczna higienistka i odgłos borowania dobiegający z gabinetu, który budził we mnie odruchy wymiotne. Pójście do dentysty na kontrole było równoznaczne z atakami paniki. Nie lubiłam tego, bo atmosfera była nieprzyjemna, dzieci w kolejce było dużo, co powodowało pośpiech dentystki, a co za tym idzie – brak delikatności. O chwili na rozmowę o higienie jamy ustnej nie było mowy. Znieczulenie? A gdzież tam, wytrzymasz. Plomby? Czarne jak dusza diabła. Zapach nieprzyjemny, a co gorsza – pamiętam to – były to czasy, gdzie paliło się papierosy NAWET W GABINETACH. Mała spuścizna z czasów PRL.

Dziś czuję, że mam nie małą traumę, za dentystami nie przepadam, mimo że na karku noszę już trzydzieści lat. O ile łatwiej byłoby dbać teraz o uzębienie, gdyby nie te braki z dawnych lat? Może moje żeby byłyby proste i białe? Może za wczasu miałabym założony aparat? Może nie musiałabym wyrywać za młodu pierwszych zębów stałych, bo moja świadomość tego jak ważne one będą w przyszłości była zwyczajnie niewielka.

AKCJA ADAPTACJA

Syn od początku na widok szczoteczki do zębów robił wyraźne BLE. Żeby otworzyć mu buzię potrzebne było wręcz imadło… No dobrze, żartuję. Ale mycie jego zębów od zawsze angażowało nas w dwójkę, jedno z nas dziecko trzymało, drugie myło. Nie pomagały rozmowy, nie pomagało wspólne mycie, taki nam się ciężki egzemplarz trafił. Wiem, że jest to związane z zasadą, że u mamy można sobie pozwolić na więcej, dlatego zdecydowaliśmy się na wizytę adaptacyjną u higienistki. To była dla nas ostatnia nadzieja, może osoba obca, ale w końcu specjalista pomogą nam przemówić młodemu do rozsądku i pokażą, że szczoteczka i pasta nie gryzą.

Wybraliśmy się do MEDINKLINIKI w Opolu, bo o wizytach w tym miejscu słyszeliśmy wiele dobrych opinii, a klinika szczyciła się nowoczesnym sprzętem, wykwalifikowaną kadrą i fajna ofertą dla najmłodszych.

Syn miał wtedy niewiele ponad rok, ale już 10 zębów na pokładzie. Pojawia się pytanie, kiedy jest dobry moment na taką wizytę? Uzyskałam odpowiedź, że im szybciej tym lepiej, ale 12 miesiąc życia to naprawdę dobry czas. Dziecko siedzi stabilnie, jest już żywo zainteresowane i bacznie słucha, obserwuje.

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

KSZTAŁTUJEMY DOBRE WZORCE

Celem pierwszej wizyty u lekarza dentysty dla nas, było nie tylko przygotowanie dziecka na późniejsze leczenie stomatologiczne, ale też wykształcenie pozytywnych relacji z lekarzem i reakcji na działania lekarza. Uczymy od najmłodszego, że dentysta to nie ból i łzy, to obowiązkowy krok w stronę zdrowia naszych zębów. A krok ten można przecież wykonać również przez zabawę

Dentystyczna aparatura może wystraszyć nawet dorosłego, a co dopiero o niej myśli takie małe dziecko. Pierwsze wizyty u lekarza dentysty powinny zaznajomić dziecko z aparaturą stosowaną w gabinecie stomatologicznym i w miarę możliwości przekonać je, że dentysta nie musi się kojarzyć ze strachem. Syn mógł zobaczyć każdy przyrząd, posłuchać co bzyczy, co wibruje, gdzie leje się woda, jak działa ssak. Mógł pokręcić się na fotelu, zjechać w górę i dół. Mógł dotknąć, powąchać, obracać w palcach, mógł chłonąć ten nowy obraz, zaznajomić się z otoczeniem – nie kojarząc go z bólem i strachem. Zapamiętał, że w takim gabinecie może być po prostu… fajnie.

Ząbki moje ząbki muszę o was dbać. Pokazać je wszystkim, uśmiech pełny dać.

Kolejny krok był dla mnie najważniejszy. Higiena i mycie zębów. Dziecko otrzymało do rączki odlew zębów i szczoteczkę, higienistka pokazała mu jak myć zęby, właśnie na takim modelu. W międzyczasie tłumaczyła jak to robić i dlaczego to jest ważne. Syn słuchał z zaangażowaniem, a po chwili sam wziął do ręki szczoteczkę i próbował umyć sztuczne zęby sam. Nie trzeba było długo czekać, bo za zachętą higienistki Patrycji otworzył buzię i kolejną szczoteczką – teraz już taką własną, mył ząbki. Ale te swoje. Boimy się najczęściej rzeczy, których nie znamy, często więc wystarczy pokazać dziecku, jak coś działa, a następnie od razu wykonać zabieg. Jeśli do akcji wkracza specjalista, a mama stoi z boku i się nie wtrąca, dziecko wykona czynność chętniej, To chyba kwestia respektu przed nowo poznaną osobą, która do tego jest miła i tak ładnie się do niego uśmiecha.

Wierzcie mi, taki roczniak z bonusem nie jest głupi, dziecko naprawdę wszystko rozumie i zapamiętuje. Tak jak mamę bierze sposobem (czytaj rykiem – jak u mojego dziecka), tak na Pani Higienistce takie metody już nie przejdą. Zobaczył, że szorowanie zębów można też potraktować jako zabawę. Efekt był niesamowity. Od czasu wizyty adaptacyjnej syn dzielnie otwiera buzię do mycia zębów, a kiedy mama skończy szorować, on sam te szorowanie jeszcze poprawi, tyle że po swojemu. Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha – jesteśmy w połowie drogi do sukcesu.

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

EDUKUJEMY SIĘ

Jako mama miałam wiele pytań. Jakiej szczoteczki używać. Jaką wybrać pastę. Jak długo szorować zęby. Co ile to robić. Jak wygląda cykl wyżynania się zębów. Co pomaga na bolesne ząbkowanie?

Najpierw wyjdą piątki, potem czwórki? Co zrobić kiedy pojawi się próchnica? Od kiedy zaczynamy higienizację? I jak przygotować dziecko na ewentualne kolejne wizyty?

Każde z moich pytań zostało przeanalizowane i uzyskałam na nie pełne odpowiedzi. To buduje też MOJĄ pozytywną relacje z dentystą. W końcu dbamy o nasze dzieci, chcemy mieć zaufanie do specjalisty, z którym mamy do czynienia.

Od razy zadałam pytanie: czy robimy coś dzisiaj przy zębach małego?

Wizyty adaptacyjne, jak sama nazwa wskazuje, mają przyzwyczaić dziecko do lekarza dentysty i wykonywanych przez niego zabiegów. Dlatego też pierwsze wizyty nie powinny się wiązać z leczeniem. Oczywiście, jeśli na zębach zauważono by zmiany, zapewne leczenie zaczęłoby się natychmiastowo. Jednak nam chodziło o ten komfort psychiczny. Taki wspólny, dobry początek.

Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

TEORIĘ JUŻ ZNAMY. CZAS NA PRAKTYKĘ. JAK O ZĘBY MLECZNE MALUCHA DBAĆ?

Wbrew temu co czytam często na forach – nie jest to moja nachalność, nie jest to nadgorliwość. O zęby tak małego dziecka trzeba być i koniec kropka. Od momentu wyjścia pierwszej, białej perełki trzeba być przygotowanym na to, że higiena jamy ustnej jest bardzo ważna.

W Polsce panuje jakiś dziwny trend, że skoro mleczaki wypadają, to po co dziecko stresować? Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych to jak mity i legendy.

Po pierwsze szkliwo zębów mlecznych jest 2-krotnie cieńsze, a powierzchnia jest zdecydowanie bardziej nierówna w porównaniu z zębami stałymi. Widać to gołym okiem, zresztą spójrzmy na to, jakie te ząbki są same w sobie różne, jeden od drugiego. To powoduje, że problemy z zębami występują już w bardzo młodym wieku. Szkliwo jest uboższe w składniki mineralne a obecność tzw. linii porodowej sprzyja przenikaniu bakterii.

ZĘBÓW NASZYCH WRÓG: PRÓCHNICA

W Polsce statystyki są zatrważające, bo ogromna ilość sześciolatków ma poważne problemy z zębami. Geneza tego jest złożona, bo bezpośredni wpływ na to ma właśnie brak higieny, czy nieodpowiedni dobór pasty, a na koniec – za duża ilość słodyczy. Dentyści mówią z przerażeniem, że ten negatywny trend – dziurawych zębów u maluchów nie słabnie, a oni przyjmują coraz do młodsze dzieci na ozonowanie i dalsze leczenie.

Moją prywatną obserwacją jest też to, że dzieciom łatwiej złapać próchnicę przez to, jak je odżywiamy. A konkretnie – stwarzamy idealne warunki, jako rodzic, do powstania właśnie tej strasznej i niedobrej próchnicy.

BO CZYM TAK NAPRAWDĘ TA PRÓCHNICA JEST?

Próchnicę powodują przede wszystkim bakterie. Głównie należą do gatunku Streptococcus mutans. Bakterie te tworzą miękki, szczelnie przylegający do powierzchni zębów, żółty nalot fachowo nazywany płytką nazębną.

Jak zdobyć to dziadostwo?

Cukry sprzyjają rozwojowi bakterii, w efekcie czego na powierzchni zębów powstaje płytka bakteryjna wypełniona milionami mikrobów. Zwiększenie się kolonii bakterii sprawia, że zakwaszeniu ulega także środowisko jamy ustnej. Bakterie odżywiając się cukrem metabolizują go, czyli przekształcają w kwasy, głównie kwas mlekowy. Ten w kontakcie ze szkliwem rozmiękcza i rozpuszcza je, otwierając bakteriom drogę do wnętrza zęba. Stąd już prosta droga do jego rozpadu – wyjaśnia lek. dent. Tomasz Łukasik z Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic w Katowicach (źródło: zdrowie.dziennik)

Próchnicą można się też zarazić, niestety tak też bywa. Ogromna ilość przypadków próchnicy u dzieci to bakteria sprzedana z ust mamy/taty na maleństwo. Poprzez całowanie w usta i rączki, przez oblizywanie smoczka. Może być to też jedzenie jednym widelcem. A nawet przez trzymanie szczoteczek do zębów koło siebie. Zobaczcie, tak prozaiczne rzeczy, ilu z nas robi je na co dzień, a jak wiele biedy mogą napytać.

CO DALEJ, LECZYĆ CZY NIE?

OCZYWIŚCIE, ŻE LECZYĆ.

Próchnica nie odpadnie wraz z wypadnięciem ostatniego, mlecznego zęba. Przejdzie ona na zęby stałe i wtedy dopiero zaczyna się rollercoasater. Do tego zła kondycja zębów mlecznych przyczynia się do rozwoju wad zgryzu. Przedwczesna utrata zębów mlecznych upośledza funkcje żucia i wpływa niekorzystnie na rozwój kości i mięśni twarzy.

Rodzic zapomina często też o tym, jak brutalne są inne dzieci. Mam na myśli naśmiewanie się rówieśników, wytykanie palcem za brzydkie uzębienie. My swoje dziecko możemy uczyć empatii, ale nie jesteśmy w stanie odpowiadać za innych rodziców.

Na sam koniec pozostawiam chyba najważniejszą kwestię. Ból. Psujący się ząb boli. Dzieci trochę gorzej radzą sobie z takim bólem niż my i nie możemy im podać dwóch tabletek ketonalu i wygonić do łóżka.

Reasumując: JESZCZE RAZ LECZYĆ! I nie słuchać szkodliwych mitów.

MOŻNA TEŻ ZAPOBIEGAĆ.

Chciałoby by się rzec: adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych u malucha no i cześć.

Ale od czego zacząć? Od kształtowania dobrych nawyków u dziecka i uświadamiania o tym, że higiena jamy ustnej jest ważna.

Myjemy zęby po każdym posiłku. Uwaga, mleko modyfikowane to też posiłek, mleko naturalne, czyli karmienie piersią, to też posiłek. Po karmieniu zęby umyć należy, albo chociaż przepłukać, przemyć wacikiem nasączonym wodą (warto poczytać o próchnicy butelkowej).

Pojawia się temat fluoru i jest on bardzo… rozległy. Ciągle czytam spory, czy pasta ma mieć fluor czy nie. Nigdy nie byłam fanką teorii spiskowych i nie wierzę, że fluor jest po to aby zaserwować nam raka jak stąd do Bytomia. Ale nie uważam też, że ten fluor należy w dziecko pchać wiadrami. Chodzi tutaj o dopasowanie pasty do potrzeb i wieku dziecka. Pasty dla maluchów mają tego fluoru odrobinę, naprawdę ciutke, ale już taka ilość znacząco pomaga walczyć z próchnicą. Znane nam są jednostki 500ppm i 1000ppm i tego powinniśmy się trzymać. Zarówno niedobór, jak i nadmiar fluoru wpływają niekorzystnie na zęby, dlatego wszystko róbmy z głową.

Warto pamiętać, że wybór pasty do zębów to nie tylko jednostki ppm, ale też ogólny skład. Czytajmy go! Miejmy świadomość, co podajemy dzieciom. Pasty smakowe? Po co? Ok, może łatwiej umyć zęby pastą o smaku truskawki, ale czy wiemy, że ten smak to nie rzadko też kolejny cukier, który pchamy w nasze pociechy?

Technika mycia zębów. Dopóki dziecko nie umie samodzielnie i DOKŁADNIE umyć zębów, robimy to za nie. Szczotkujemy sumiennie, docieramy w każdy zakamarek, nie zapominamy o policzkach i języku. Potem jak najbardziej niech maleństwo bawi się szczoteczką same i wyrabia dobre nawyki.

No i własnie, wspomniana wyżej adaptacja u dentysty. To świetna okazja, żeby chociażby dobrać odpowiednią szczoteczkę do zębów dla potomka, żeby rozwiać resztę naszych wątpliwości.

Całą wiedzę do tego wpisu magazynowałam i zbierałam ze słów dentystów, których bardzo szanuję i jestem pewna przekazanych przez nich informacji. Dane pozyskałam, a potem wnioski wysunęłam dzięki wizycie adaptacyjnej w MEDINKLINIKA po rozmowie z higienistką i dentystą. Za ewentualne błędy merytoryczne przepraszam, zaznaczam że nie jest to wpis naukowy, chciałam jedynie poruszyć temat… powagi sytuacji. Bo zęby naszych dzieci są ważne i zasługują na poważne traktowanie. Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha była dla mnie bardzo osobistym tematem. 

2 thoughts on “Adaptacja u dentysty i higiena zębów mlecznych malucha

  1. O tak pierwsza wizyta ważna bardzo. Nie mam dzieci ale jak będę miala będę z nim chodziła często ja bardzo lubię chodzić do dentysty jest to bardzo ważne 💜💜💜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Follow by Email
Instagram