Studenckie check in. W czym na uczelnię? Wspominam!

Czasy studiów i biegania na uczelnie już dawno (baaaardzo dawno) za mną.

Wspominam je wspaniale, bo chociaż kierunek, który wybrałam nie należał do łatwych (filologia polska) i wymagał praktycznie mieszkania w bibliotekach - kojarzy mi się z beztroską, luzem i całkiem niezłą zabawą. No tak, który student nie baluje przynajmniej parę razy na semestr i który nie lata po zajęciach na kawę, piwo czy obiady ze znajomymi z roku?

Październik lada chwila, uczniowie w szkołach są już od miesiąca, ale to student właśnie mógł pospać w te dłuższe o miesiąc wakacje, a potem wraz z nadejściem pierwszych deszczy i często przymrozków o poranku pakował się wcześnie rano i dreptał na uniwersytet bądź politechnikę myśląc sobie: ŻARTY SIĘ SKOŃCZYŁY.

Wspominając moje lata na studiach wyższych mam przed oczami wspomniane wcześniej trasy do biblioteki. Opole często nazywane jest miastem studentów, ja dodam też że to miasto banków i bibliotek. A w tych drugich przesiedziałam w końcu kawał mego życia. Często na zajęciach zadawano nam przerobienie materiału z książki, których sztuk w całym Opolu były CAŁE SZALONE DWIE, do tego każda z nich znajdowała się w bibliotece na różnych krańcach miasta. Jak dziś pamiętam, kiedy leciałam w ulewie na autobus MZK żeby przejechać jak najszybciej z domu do biblioteki, bo ktoś dał cynk, że ta jedna jedyna lektura w końcu pojawiła się w jednym z miejsc i trzeba być naprawdę sprytnym ,żeby tym razem ją upolować.
Wspominając wracam też do zajęć o szalonej godzinie - 7:00 rano, jak dziś pamiętam, że była to literatura staropolska, potem gramatyka historyczna, na szczęście godzinę później. Oba te przedmioty trudne i oba chyba do dziś mi się nie przydały. Ale cóż - takie są studia, niestety. Przychodzi człowiek z myślą, że szykuje się do wymarzonego zawodu, a tu psińco bo może i się tam do czegoś szykuje, ale chyba nie do tego co finalnie sobie wyobrażał.

Były też momenty czysto towarzyskie. Mój uniwersytet miał w zasadzie trzy działy, jeden przy galerii handlowej. Ileż ja tam przesiedziałam, nie da się zliczyć. Były też wypady na kebaba (Zorba - tęsknię, szkoda że cię zamknęli. Jedyny kebab podawany z makaronem ryżowym z ziołami), były też piwa w plenerze (często okraszone mandatem - kto nigdy go nie dostał niech pierwszy rzuci kamieniem), były też cluby, a potem rano boląca głowa. Wspaniale mi wspominać momenty już na samym kampusie, długie rozmowy z koleżankami, wspólna nauka w akademiku, okienka od zajęć które wykorzystywałam na opalanie się na słynnym WSP, a pod wieczór przychodził czas na wielkie grillowanie.

Moda w tamtych latach (2009 rok, jak ten czas leci!!!) była... całkiem inna to delikatnie powiedziane. Ale do dziś dostrzegam pewne powiązania z tamtymi latami, bo jak wszyscy wiemy - do mody dawnych lat się wraca. I są też rzeczy niezmienne, jak na przykład skojarzenia.

Bo z jaką stylizacją kojarzy mi się czas studiów?

Ubieranie się na cebulkę było dla mnie bardzo wygodne. Wszak na uczelnię wyjeżdżałam z rodzinnego miasta (25km od Opola) często o 6:00, kiedy temperatura była niska, ale po południu było już naprawdę ciepło, jesienne słońce robiło swoje i człowiek myślał jedynie o tym, żeby zrzucić z siebie zbędne warstwy ciuchów. Lubiłam swetry, do dziś je lubię, ale wtedy moje swetrowe szaleństwo było chyba w punkcie kulminacyjnym. Do tego jeansy, spódniczki, wygodne obuwie, często trampki czy botki na grubym obcasie. Były też koszule, w kratę, paski, czyste, z kołnierzykiem czy też bez. Kombinowałam, bo na te koszule szedł sweter, na sweter często kurtka, żeby nie zaziębić się w dni, w które zajęcia trwały do późna. Jak zwykle wspomnę o wygodzie, kto nie wysiedział na twardych, drewnianych krzesłach 10 godzin w ciągu dnia ten mnie nie zrozumie, a kto nie miał 3 godzin wykładów na auli z tyci malutkimi biureczkami ten nie zaznał studenckiego życia na serio. Dlatego nic tak nie ratowało mnie w kwestii swobody jak luźniejsze kroje i dobrej jakości materiały. Lubiłam kolory, co pewnie Was nie dziwi, ale były też dni egzaminów i kolokwium, kiedy to trzeba było ubrać się w coś klasycznego i stonowanego. Duża ilość książek pod pachą równała się też dużej torbie, chociaż ja zawsze wolałam plecaki, bo były dla mnie bardziej funkcjonalne. Oczywiście, że miałam też czas skrajnego lenistwa, gdzie w takim plecaku zamiast książek grubych i w formacie A4 były kosmetyki i tzw "zeszyt do wszystkiego". Potem poszłam krok dalej. Notowałam na kartkach, które potem wkładałam do przegródek segregatora. To był czas najaktywniejszej nauki w moim wykonaniu, bo niestety byłam zmuszona z tych kartek przepisywać wszystko milion razy (bazgrałam że hej!), a wiadomo - wzrokowiec wtedy zapamiętuje najlepiej.

Studia to u mnie czas wielkiego sentymentu, dlatego pomyślałam sobie, że stylizacyjnie chętnie do tego okresu wrócę. Zresztą styl ten sprawdza się też fajnie tak po prostu, na ulicach, w dni codziennie, więc każdy wariant zwyczajnie u mnie dobrze się nosi i przydaje przy wielu okazjach.

Krata, czerwień i jeans.

Wspominając Wam o ubiorze na cebulkę myślałam właśnie o takim zestawie. Wygodna bluzka na długi rękaw z ciepłego i bardzo miłego w dotyku materiału, na to sweterek - koniecznie w szałowym kolorze. I jeansy, niezastąpione u mnie, bo przecież ten materiał stanowi 50% mojej szafy. Na nogach jak zwykle trampki, kiedyś miałam ich mnóstwo w każdym kolorze tęczy, teraz stawiam już jedynie na białe lub szare modele. W ręku plecak, co zwykle na uczelni było szokiem, bo dziewczyny (tak tak, mój kierunek to zwykle 30 dziewczyn i 2 chłopaków, którzy i tak szybko uciekali na dziennikarstwo) wybierały ogromne, eleganckie skórzane torby.

Ja plecaki wolałam bardziej, co podobno było zdrowsze dla moich pleców, do tego mieściły wszystko co mi potrzebne, a nie wyglądały na takie wielkogabarytowe. Double win. Najwygodniejsze były wersje materiałowe, wzmocnione na dole, do dziś do nich wracam i wybieram je chętnie. Nawiasem - to świetny wariant zamiast torby na zakupy, także triple win, bo mam na względzie stan naszego środowiska i zamiast brać tysięczną siatkę z marketu - mogę spokojnie zapakować zakupy właśnie w taki plecak. Rezygnuję też z worków na warzywa i ok, taki ziemniak czy seler może zabrudzić mi plecak, ale właśnie opcja materiałowa poleca się do prania, także kiedy tylko lecę z tzw. tygodniówką i trzaskam pranie za praniem to żaden problem wrzucić tam też plecak i na nowy tydzień mieć go czystego i lśniącego jak nówka.

Zawsze podkreślam to, że żyjąc odrobinę w biegu muszę czuć się swobodnie, ale nie nudno. Sweter (OCZYWIŚCIE ŻE CZERWONY), który sięga prawie do ziemi oczarował mnie swoim krojem, tym że nie jest banalny, ale słuchajcie co najważniejsze. Skład. 70% wełna, 30% kaszmir. Wiecie jak to się nosi? Jakbym miała na sobie anielską chmurkę. Rewelacja, aż żal go ściągać, bo przy tym jest ciepły co równa się z ideałem na jesienne wieczory.

Klasyka. Beż i czarna mini.

My tu się rozpływamy w sentymentach nad studenckim piwkiem i leżeniu na trawce kampusu, a co z sytuacją, kiedy wstajesz rano, czujesz niepokój, jeszcze nie wiesz co to, ale potem do ciebie dociera.
OESU EGZAMINY.

Profesorów miałam różnych, ale jak łatwo się domyślić - większość to poważne grono pedagogiczne, często wysoko utytułowane, a takie przedmioty jak poetyka, literaturoznawstwo, czy historia literatury polskiej raczej nie są prowadzone przez imprezowe typy. Słuchajcie, jak życie mi miłe, tak do dziś śni mi się ten stres kiedy szłam na kolokwium z poetyki, do dziś pamiętam najbardziej wryte w moją głowę zdanie: STYL JEST JEDNĄ Z SEMANTYK JĘZYKA i do dziś mam koszmary z jedną Panią Profesor, chociaż w sumie jej przedmiot zdałam na bardzo dobrą ocenę. Nie wiem co mi wtedy pomogło, ale jedno jest pewne, ten egzamin uczepił się pazurami w mojej głowie jak żaden inny. Ach nie, przepraszam. Przecież była jeszcze gramatyka historyczna języka polskiego, palatalizacja i inne wygibasy, ale na te zajęcia szło się po porządnej dawce relanium. Dożylnie.

Na takie okazje kratka i trampki była nie do przejścia. Trzeba było wyważonych kolorów i eleganckiego wizerunku. Student to przecież poważny, dorosły człowiek, chluba i nadzieja narodu naszego i prezentować jakoś się musi. Szczególnie kiedy na uczelnię wchodzi z pustą głową i modlitwą na ustach.

Co na taką okazję? Może ciepły sweter (pamiętajcie, jesień brrr, do tego jest wcześnie rano), czarna spódniczka i ciepłe botki? W dłoń plecak, w plecaku notatki, miś na szczęście, a jak ktoś wierzący to i różaniec do plecaka wrzucił.
Powiem Wam, że ten sweter to jeden z moich najlepszych zakupów tej jesieni. Lubię jego casualowy krój, a nietypowe rękawy dodają mu animuszu. W zestawieniu z czarną spódniczką z przeuroczym wykończeniem stał się jedną z ulubionych stylizacji. Może wyszło dość poważnie, ale mam nadzieję, że nie nudno, bo plecak dodaje całej stylizacji uroku, jest świetnie zaprojektowany jeśli chodzi o sam aspekt wizualny, do tego pomieści sporo mimo tego, że nie wygląda na bardzo duży. Do tego ma ciekawy wzór no i ten miś. Miś to apogeum czaru i uroku, przynajmniej dla mnie.

Ach te studia.

Rozmarzyłam się.
Czasem mam taki napad nostalgii, że WTEDY TO BYŁY CZASY, TERAZ TO NIE MA CZASÓW.

Och, rozumiecie. Nie było większych problemów niż nauka, w zasadzie była też praca, ale była jakaś taka... inna, człowiek inaczej do niej podchodził. Były imprezy, ba - balangi były. Nie było dziecka, kredytu, rachunków. Zawsze będziemy sobie przecież mówić, że kiedyś było lepiej, bo umysł celowo wypiera rzeczy smutne, a zostawia to co wprawia nas w sentymentalny nastrój.
A czy modowo było lepiej? Jak sądzicie?
Studiowaliście? Jak kojarzycie modę tamtych lat?

Sweterki, koszula, jeansy, spódniczka: SZACHOWNICA
Plecaki: PARISO.PL

3 thoughts on “Studenckie check in. W czym na uczelnię? Wspominam!

  1. Czasy studenckie już dawno za mną, ale pamiętam taką śmieszną rzecz – początek, kilka pierwszych dni i tygodni to chciałam być taka strasznie dorosła – wiec obcas, torebka, spódnica..No wiesz.. A później stwierdziłam, że przez kilka godzin na uczelni zdecydowanie wygodniej bedzie mi w jeansach i baletkach..I przestałam zgrywać dorosłą 🙂

  2. Przepiękne stylizacje! Obie są boskie i chciałabym się tak ubierać. Chyba czas sobie sprawić te ciuchy 😃 a zdjęcia… Zapiera dech w piersiach – boskie!!! 😍

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Follow by Email
Facebook
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram