Sploty, jeans i beż. Rękodzieło w modzie czyli: torebka z duszą od Elfich Splotów.

Dobierając dodatki do swoich stylizacji staram się stawiać na rzeczy, które lubię i które mogą wnieść w nią coś świeżego, nowego, innego. Coś co ma dusze i pełni rolę nie tylko użytkową, ale też odpowiednio uzupełnia całość i wzbudza zainteresowanie. Nie tylko moje, ale też innych. Często sięgam po rzeczy, których nie znajdziemy w popularnych sieciówkach, szperam sporo w instagramie, wyszukuję tam butiki, sklepy gdzie ubrania są tworzone z namaszczeniem, gdzie można znaleźć unikat, jeden model w jednym rozmiarze. Tak samo ma się sprawa torebek. Bo udało mi się odkryć coś niebanalnego. I to właśnie na instagramie.

Na stronę Elfie Sploty trafiłam całkiem przypadkiem, wyświetliła mi się w proponowanych kiedy to badałam hasztag z rękodziełem. Zobaczyłam tam torebki... wyjątkowe. Tworzone ręcznie, z pasją, z wielką wyobraźnią. Gdzie proces tworzenia to jednak ciężka praca, ale okraszona radością, zabawą, gdzie każda nitka i każdy splot to jakaś historia. Bo noszenie takiej torebki nabiera nowego znaczenia, to nie tylko kolejny dodatek z półki, to przyjemność prezentowania czegoś, co zostało zrobione tylko dla mnie, w sposób niecodzienny, bez kopiuj - wklej.

Rekodzieło w modzie = rękodzieło w internecie.

Pinterest, blogi, instagram, tumblr. Tam szukamy inspiracji. Tam często tworzymy, komunikujemy się, wyrażamy siebie. I internet to też jeden wielki sklep, który jest otwarty całodobowo i pomieści o wiele więcej niż zwykła półka w markecie.
W internecie kupujemy już naprawdę dużo: 27 mln Polaków jest online i wydaje 30 mld zł rocznie na zakupy w sieci. Oczywiście większość tych zakupów robimy w sklepach online, ale swoje miejsce znalazło też rękodzieło i sprawnie wypełnia pewnego rodzaju niszę.

Kilka lat wstecz rękodzielnicy próbowali wystawić swoje dzieła na portalach aukcyjnych, ale to nie było najlepsze miejsce. Kojarzyło się z masówką, czyli z zaprzeczeniem hand made. Istniały już niszowe internetowe serwisy jak: DecoBaazar, Pakamera, niemiecki DaWanda, Stylowi, Unikalni, Dooperele, DecoManufaktura czy Art-Madame, które skupiały po kilkuset twórców i projektantów mebli, ceramiki, biżuterii, ciuchów, upominków. Za pośrednictwo trzeba było jednak słono płacić, nawet do 40 proc. ceny sprzedaży. A przez Facebooka i Instagram można zamówić coś konkretnie dla siebie, we wskazanym kolorze – twórcy chętnie biorą takie indywidualne zamówienia. I jakoś to poszło. Handmade na stałe wpisało się w nasze stylizacje. To bardzo dobrze!

To co kojarzy się z rzeczami robionymi ręcznie to: TWORZENIE DLA JEDNOSTKI. Każda kobieta chociaż raz w życiu pomyślała sobie, że chciałaby mieć jakiś produkt, jakąś rzecz zrobioną tak, aby móc cieszyć się wyjątkowością i nieszablonowością. Ach, bo ile razy ukłuło nas w serce kiedy widziałyśmy dziewczynę w identycznej sukience czy w tych samych szpilkach? Ja tak miałam, nie raz, nie dwa, nigdy nie lubiłam być czyjąś kopią, lubiłam wyrażać siebie poprzez styl i ubrania, dlatego możliwość noszenia unikatu dodawała mi pewności siebie.
Wiele osób przekonało się, jak wiele radości może sprawić rękodzieło, nie tylko temu, kto go używa, ale również temu, kto przy nim pracuje. W handmade, jak w nic innego, wkłada się serce i wiele zaangażowania. Rękodzieło to nie tylko moda, ale bardzo dobry sposób na stworzenie oryginalnego, własnego wizerunku. Torebki handmade to świetna propozycja, aby ożywić stylizacje niepowtarzalnym dodatkiem. Torebka ręcznie wykonana będzie znacznie trwalsza i ma szansę stać się jedną dominujących ozdób w naszym stroju.

Rękodzieło, a cena.

Często słyszę odpowiedź: ale przecież rzeczy handmade kosztują krocie! Mogę mieć inną torebkę dwa razy taniej, a to nadal tylko torebka.
Tylko? No właśnie.

Rękodzieło rządzi się trochę innymi prawami. Tam nie ma taśmy i maszyny/komputera, który wykrawa, szyje i zaplata. Tam jest człowiek, często jeden jedyny. A tam gdzie człowiek - tam też jego wyobraźnia. Wykonanie torebki na zamówienie to często po prostu czas, a za czas się płaci, chcemy tego czy nie, ludzka ręka się męczy, człowiek się męczy, a proces tworzenia nie zawsze działa na hop siup, wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowani. I nawet kiedy tworzący torebkę wykona powiedzmy... dziesięć produktów tego samego projektu, to każda z tych dziesięciu rzeczy jest finalnie chociaż trochę inna. I myślę, że tu tkwi problem - ludzie nie rozumieją, że rękodzieło wymaga czasu i ogromu pracy, bo nie jest to produkt masowy. Tworzenia nie da się przyspieszyć, a pamiętajmy - twórca tutaj jest po prostu artystą. Czy umielibyście pospieszać malarza? Twórcy tekstów do piosenek? Pisarza? Tutaj potrzebna jest wena, dojrzałość, emocje. Tu potrzebny jest TALENT! Bo to kolejna rzecz, której społeczność czasem nie umie docenić. Wiele osób mówi o zawyżaniu cen produktów robionych ręcznie, ale nie rozumiem tego argumentu. To przecież twórca wie ile kosztował materiał i ile godzin spędził nad danym projektem. I jak pomysł na ten projekt kiełkował w jego głowie. Zawsze sobie w takich sytuacjach mówię: Paulina, usiądź i sama to zrób. Zobacz jak to jest, czy to łatwe. Umiesz tak? Nie umiem. A nosić handmade jest fajnie. Więc fajnie też zrozumieć, że taka cena nie jest znikąd.

Druga rzecz, teraz już tak łopatologicznie.
Znajdując torebki od Elfie Sploty popadłam w zachwyt, uznałam że muszę jedna mieć. Wybrałam model - Charu, kolor beżowy, a potem nadeszła pora sprawdzenia ceny.
159zł za torebkę. Dużo? Mało? Oczywiście tutaj ocena zależna jest od zawartości portfela, ale nie jest to najniższa kwota w skali tego co znajdziemy w zwykłym sklepie. Ale czy jest wysoka?

Weszłam na parę stron popularnych sieciówek na Z i na M i wiecie co? Tam też znalazłam wiele torebek plecionych. Ceny? To jest kosmos. 300zł, 500zł, do wyboru, do koloru. A tutaj Charu od Elfie Sploty za 159zł. I nagle zmieniło mi się postrzeganie, bo to co było na początku drogie, teraz wydaje mi się być... śmiesznie tanie? OCZYWIŚCIE! Znalazłam tez torebki tańsze, dotykałam takich osobiście. I wiecie co? Tutaj widać produkcje taśmową. A to nitka wystaje, a to jakiś klej, tutaj chyba coś poszło nie tak bo splot krzywo, a to sprzączka źle się trzyma. Torebka handmade którą mam za to jest wykonana idealnie. Nie ma mowy o niedociągnięciach, nic nie odstaje, nie układa się źle. Pasek jest dopięty idealnie, wnętrze solidne, sploty dokładne i bez odchyleń od normy. Torebka jest... konkretna. Co tu dużo mówić. Co więcej - użytkuje ją często i od prawie dwóch miesięcy a nie nosi ŻADNYCH śladów zniszczeń, gdzie inne, tanie torebki po takim czasie wyglądają jak wyciągnięte psu z gardła.

Kiedy rzecz ma duszę...

Dyskutując już o pieniądzach warto wspomnieć o rzeczy, która warta jest każdych pieniędzy.

Bo o duszę produktu właśnie chodzi.
Możemy mieć milion sukienek, butów dodatków, ale czy one mówią o nas coś więcej? Czy mają w sobie chociaż krztynę unikalności i serca? Pytanie retoryczne.
Kopiuj-wklej. Po raz kolejny to mówię, bo razi mnie to jak firmy chamsko i bez mrugnięcia okiem powielają wciąż te same projekty i czasem wchodząc do sklepu mam wrażenie, że kolekcja na zimę 2019 niewiele się różni od tej z ubiegłego roku. Biorąc do ręki torebkę mam wrażenie, że widziałam taką samą w pięciu innych sklepach. I tak, robiła ją maszyna, albo co gorsze - dzieci w krajach trzeciego świata. Czy chcę to nosić? Chyba nie bardzo. Bo ja chcę jednak żeby na tym świecie było ociupinkę lepiej niż jest. A jak wiecie: jest popyt jest podaż, a chcąc coś zmienić warto zaczynać od małych kroków.

Nosząc torebkę robioną ręcznie mam wrażenie, że noszę (możecie mnie nawet wyśmiać) takie małe dzieło sztuki. Wiem jak wiele pracy włożyła w nią osoba, która nocami pochylała się nad nią, plotła ją - mam nadzieję, że z radością - dbała o detale, wkładała w nią cały swój upór, talent i wyobraźnię. Doceniam kreatywność, doceniam każdy ruch palcem, który był wykonany nad materiałem. Bo ja wiem, że ta torebka jest wyjątkowa i dzięki niej ja też mogę się czuć wyjątkowo.
Właśnie ta chwila powstawania rzeczy unikatowej i tylko dla mnie tak cieszy. Wiem, że torebka powstała w zasadzie od... niteczek? Od skrawków materiału, a potem było plecenie, kawałek po kawałeczku.

Najpierw był materiał, igły, nici. I pomysł oczywiście bo to przecież najważniejsze. Zobaczcie ile tam jest szczegółów i elementów, jak to wszystko ogarnąć? Ja bym się chyba pogubiła. Nie wiem nawet co do czego służy, także podziwiam podwójnie, bo przecież zwykły człowiek powiedziałby, że: a mam to gdzieś, rzucam wszystko i jadę w Bieszczady.

Potem mamy cały proces, który dla mnie wygląda jak czarna magia, ale każde oczko w tej torebce powstawało powoli, z namaszczeniem, aż wreszcie z tysiąca wiszących kawałków powstało coś, co zaczynało już przypominać moją ukochaną torebkę.

Warto zwrócić uwagę na sam design plecenia, powtarzalność wzoru mnie hipnotyzuje, a sam materiał jest solidny i gruby, dzięki czemu torebka się fajnie usztywnia i może nam służyć na lata. Ściegi wykonane są równiutko i kiedy tworzą całość prezentują się doskonale.

Torebka wykończona jest metalowym paskiem, a w jej rogu widać naszytą nazwę. Swoją drogą to bardzo uroczy detal!

Wszystko co potrzebne zmieszczę do niej bez problemy. Klucze, portfel, telefon, szminki, słuchawki (a mam takie duże, nauszne, nie byle jakie!). Standardem jest oczywiście przegródka, która dzieli torebkę i sprawia, że jest ona dwukomorowa.

Do czego taką torebkę ubrać?

Widząc kolor Charu od Elfie Sploty pomyślałam, że po pierwsze torebka jest wybitnie uniwersalna. Beż to kolor nie tylko na lato, bo przecież jesienią takie odcienie królują podwójnie.

Na pierwszy raz postanowiłam zestawić sobie z tym beżem jeans, który już od jakiegoś czasu zdominował moją szafę. Wygodna i ciepła sukienka, elegancki płaszcz, sandały na słupku, kolczyki chwosty i ona, bohaterka. Pleciona torebka jako uzupełnienie stylizacji. Jak widać jest to fajne połączenie jeśli chodzi o wypad na miasto, na kawę, a przecież ja w tym mieście zaczęłam bywać coraz częściej.

W całej stylizacji lubię jej prostotę, ale myślę że bez detali nie miałaby takiej... duszy. Właśnie duszy. To jak kropka nad i, wisienka na tym jeansowym torciku. Torebka sama w sobie zachwyca, ale kolczyki zasługują na swoją wzmiankę, bo myślę że ładnie rozświetlają twarz, optycznie ją wyszczuplają i dzięki temu że są stylizowane na vintage - przyciągają oko. Osobiście uznałam, że są hitem mijającego lata, bo nosiłam je wielokrotnie, a model taki jak chwosty sprawdziły się w tak wielu stylizacjach, że aż ciężko je zliczyć.

Myślę nad kolejną torbą u Elfie Sploty. Może coś na jesień? Butelkowa zieleń? Frędzle, dużo frędzli? Koniecznie muszę zdobyć też wariant w bieli i może... hm? Granat? Och, wiem! Śliwkowa byłaby idealna! I jeszcze czerwień, w końcu mam jej tyle w szafie, a do tego dotarły do mnie nowe swetry. Widzicie? Wariantów jest dużo i ogranicza nas tylko wyobraźnia, nasza i twórcy rękodzieła.

A gwarantuję Wam, że jeśli chodzi o wyobraźnię twórcy - artysty: JEST ONA PRZEPIĘKNA!

ELFIE SPLOTY

ELFIE SPLOTY INSTAGRAM

Sukienka i płaszcz: NA-KD

Kolczyki: Evell Bijou

Zegarek: Rosefield

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *