Pirytonian cynku w mojej pielęgnacji – czyli o szamponach Catzy słów kilka.

Chyba pierwszy raz zdarzyło się tak, że kosmetyk, który pierwotnie miał być dla mnie – został podzielony i testował go także mój mąż. Ale może po kolei.

 

Sucha skóra głowy lub przetłuszczające się włosy to najgorsza rzecz, jaka może mi się przytrafić. A nie, przepraszam, gorszy jest następujący po tym łupież.  I tak jak o kondycję włosów dbam na długości – olejując je i nawilżając – nie wolno mi zapominać przede wszystkich o kondycji skóry głowy. Kiedy zobaczyłam, że coś niedobrego zaczyna się z nią dziać postanowiłam sięgnąć po szampony Catzy, które z definicji są przeciwłupieżowe, ale w praktyce po prostu dbają o to, gdzie wszystko się zaczyna w kwestii urody naszych włosów – czyli właśnie o skórę.

Szampony zawierają substancję aktywną, pirytionian cynku w stężeniu 1%. Ilość zastosowanego związku sprawia, że produkty działają bardzo skutecznie w walce z łupieżem i jego następstwami. Healing Shampoo starannie oczyszcza skórę głowy i eliminuje łupież.

Zdecydowałam się na test dwóch rodzajów tego specyfiku. Wersję standardową (czerwoną) i ziołową (zieloną). I jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności (taaaa dziwnym, mam wrażenie że wszystko było planowane), wersja czerwona powędrowała do męża, ziołowa została u mnie.

Mój mąż jest, hm… włosowo ubogi. Albo może nie czarujmy – łysieje jak diabli, jest to łysienie nie do powstrzymania. Dlatego jak łatwo się domyślić pierwsze co rzuca się w oczy to ewentualne niedoskonałości tego co na głowie się nosi. Pracuje w nakryciu głowy (kask), który też dobrze na kondycje skóry nie wpływa, więc taki szampon spadł mu z nieba (a konkretnie z mojej szafki na kosmetyki). To też takie małe złodziejstwo wybaczyłam i w pełni go usprawiedliwiłam. Weźmy więc pod lupę najpierw szampon w wersji standardowej.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Zinc Pyrithione, Carbomer, Sodium Chloride, Parfum, Cl 42080, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Szampon jest mocno oczyszczający, ani ja ani mąż nie lubimy takiego stosować codziennie, ale jest świetny jako oczyszczenie skóry głowy dwa razy w tygodniu. Ma całkiem sympatyczny zapach, pieni się dobrze, nie podrażnia skóry. Pierwsze oznaki łupieżu zniknęły po kilku myciach, także efekt na który liczyliśmy został osiągnięty. Cieszy też konsystencja szamponu, jest średnio-gęsty, nie ucieka z głowy. Kolor ma delikatnie miętowy, więc mój mąż się śmieje, że to średnio męsko ale cóż… WAŻNE, ŻE DZIAŁA! I kolejny plus – stosunkowo krótki skład, a tego w szamponach warto szukać. Szampon ma myć skórę głowy! A nie pielęgnować końcówki!

 

A co ze mną?

Pozostawiona mi wersja zielona poszła w ruch miesiąc temu, a nadal mam ponad połowę butelki szamponu. Czy jestem z niego zadowolona? Zdecydowanie tak. Ale zerknijmy najpierw na to co buteleczka zawiera w środku.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Zinc Pyrithione, Propylene Glycol, Betula Alba Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Chamomilla Recutitia Extract, Urtica Dioica Extract, Alcohol, Parfum, CI-42080, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Producent przekonuje nas, że szampon dobrze działa na przetłuszczanie się włosów i głównie to skłoniło mnie do regularnego stosowania go na swojej skórze. Znów SLS wyklucza używanie go codziennie i co mycie, ale jako zmywanie z oczyszczaniem jest numerem jeden w obecnej pielęgnacji. Wspomniane zioła faktycznie w składzie kosmetyku są (ekstrakty ziołowe z rozmarynu, brzozy, pokrzywy i rumianku), co widać gołym okiem. Dlatego tym bardziej nie mogę przesadzać i sięgam po niego co trzecie mycie. Po nałożeniu go na skórę głowy należy go pozostawić na parę minut, aby mógł działać prawidłowo. Za to po zmyciu szamponu konieczna jest odżywka. Bo pozwolę sobie przypomnieć: to szampon leczniczy na łupież i przetłuszczanie się włosów, a nie szampon pielęgnacyjny więc nie będzie powodował że włosy będą bardziej puszyste, miękkie i błyszczące. To nie jest jego zadanie, nie ma w składzie potrzebnych do tego rzeczy. I znów powtarza się kwestia fajnego zapachu i miłego stosowania. Tak jak wersja czerwona – w tych kwestiach nie zawiódł.

Jaki efekt stosowania?

Otrzymałam to co miałam otrzymać. Skóra jest mocno oczyszczona, nie swędzi, jest świeża, ale co ważniejsze – zyskałam plus jeden dzień do momentu, kiedy moje włosy wołają o mycie. Mniej się przetłuszczają, są ładnie odbite od nasady i wyglądają zdrowo. Ach i jeszcze jedna kwestia, skóra głowy nie jest wysuszona, a to często spotykało mnie po szamponach tego typu.

Bardzo fajną sprawą jest też cena szamponów, w porównaniu ze znanymi markami aptecznymi, gdzie ceny przyprawiają o zawał i nie zawsze działają – Catzy kosztuje stosunkowo mało, a jego wydajność działa tylko na plus. Mam nowego, zaufanego, włosowego przyjaciela!

Wiecie co też jest ciekawe? Poczytałam dziś o tych kosmetykach, okazało się, że na rynku występują już od wielu lat. Dlatego szokiem jest, że dopiero niedawno na nie trafiłam. A szkoda. Bo na pewno mogły mi pomóc dużo wcześniej, bo z tematem przetłuszczenia się włosów i podrażnionej skóry głowy zmagam się dość często. Catzy to bardzo fajne połączenie – damsko męskie – które w naszej łazience podjęło temat i mu w pełni sprostało. Bardzo lubię móc stosować kosmetyki w parach, coś dla mnie i dla męża. W końcu i tak ten mój chłop kosmetyki mi uparcie podkrada.  Myślę, że częściej będę sięgać po takie rozwiązania, tym bardziej, że potrzeby z mężem mamy (o dziwo!) podobne.

 

Produkt dostaniecie w aptece.

Jego średnia cena: 20zł.

6 thoughts on “Pirytonian cynku w mojej pielęgnacji – czyli o szamponach Catzy słów kilka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *