12 miesięcy z poradnikami – czyli “Help Me” Marianne Power

Wchodzisz do jakiejkolwiek księgarni, kiosku, sklepu lifestyle.

Podchodzisz do półki z top10 książek.

Co widzisz?
Poradnik jak żyć, jak kochać, jak mówić, jak lubić, jak nie lubić, jak spać, jak jeść, jak być fit, czy warto być fit, czemu nie jesteś fit? Jak chodzić, jak odpoczywać, jak być aktywnym, jak się bać, jak się nie bać, gdzie spoglądać a gdzie nie, jak pracować, gdzie pracować i po co pracować.

Poradnik goni poradnik.

Co by było gdybyśmy żyli zgodnie z tymi poradnikami, kierując się w pełni radami wprost z tych książek, warunkując od nich swoje życie?

„1 dziewczyna, 12 miesięcy i 12 poradników, które nie zmieniają życie na lepsze”

Pamiętam, że siedziałam w salonie, bawiłam się z synem, popijałam kawę i jednym okiem oglądałam „Dzień Dobry TVN”. W moje ucho wpadało co piąte słowo, ale moja uwagę przyciągnął głos przesympatycznej kobiety, rudzielca o zniewalającym uśmiechu.

Marianne Power.

Opowiadała o tym, jak wyglądało jej życie, kiedy podjęła się eksperymentu polegającym na stosowaniu się do rad, które wyciągała z poradników „self-help”. Chwyciłam za pilot, dałam volume-up. Wysłuchałam. Przemyślałam. Otworzyłam laptopa. Znalazłam książkę. Kup teraz.

zdjęcie ze strony: https://dziendobry.tvn.pl

„HELP ME!”

Marianne ma 36 lat. Ma bogate życie towarzyskie, ma przyjaciół, znajomych , kochającą siostrę, ukochany pub, w którym wypija często nie małe ilości wina. Ma dobrą pracę, względnie poukładane życie, mieszkanie za horrendalne pieniądze. Czy jest szczęśliwa?

Nie potrafi odpowiedzieć jednoznacznie.

W pewnym momencie za to dociera do niej czego nie ma. Nie ma poważnego związku, w sumie nigdy go nie miała. Nie ma idealnej figury, pięknych zębów, nie ma oszczędności. Ma też w sobie wiele niepewności, jej neurotyczna natura wywołuje u niej uczucie strachu z byle powodu, nawet przed tak prozaicznymi rzeczami jak parkowanie na kopercie. Ach, jeszcze jeden ważny fakt.

Nałogowo czyta poradniki. NAŁOGOWO.
Cytując:

„Czytam poradniki z tego samego powodu, dla którego jem ciastka czekoladowe i oglądam stare odcinki „Przyjaciół”. Żeby się pocieszyć. Potwierdzają niepokój i lęki, które noszę w sobie, ale o których zawsze wstydziłam się rozmawiać. Sprawiają, że moje obawy wydają się normalną pochodną bycia istotą ludzką. Kiedy je czytam, czuję się mniej samotna”.

Kiedy w jej głowie zrodził się pomysł życia zgodnie z jej poradnikami, potraktowała to jako swoisty cel. Czekała ją długa droga pełna ćwiczeń, nowych zajęć, pokonywania trudności, opanowania strachu, niemocy, niechęci. I była to bardzo ciekawa droga. Wcielała w życie czasem bardzo oryginalne zalecenia (były to rzeczy, których nigdy nie odważyła by się zrobić) takie jak: udział w kabaretowym stand-up, poderwanie nieznajomego w metrze, kąpiel nago w lodowatym jeziorze, pozowanie nago do zdjęcia lub portretu, czy jedzenie podrobów, których nie cierpiała. Czy ta droga była dla niej edukacyjna? Czy była lekcją dla czytelnika? Czy jej się udało? Czy teraz jest szczęśliwa? Tego nie mogę Wam powiedzieć. To byłby spojler, więc jeśli chcecie wiedzieć, po książkę musicie sięgnąć sami.

Jednak na jedno pytanie warto sobie odpowiedzieć. Jakie jest życie, którego scenariusz, a raczej nasze postępowanie kreuje jakaś książka? Hm, życie Marianne na pewno było pełne zabawnych sytuacji. Ale nie znaczy to, że autorka książki nagle przestała się miotać między swoimi wyborami.

Czy przypadkiem ta książka sama w sobie nie jest… poradnikiem?

Nie, myślę że określenie „dokument z nutką groteski” byłoby bardziej trafione, chociaż wartość edukacyjna tej pozycji jest na wysokim poziomie.

Marianne opowiada swoją historię z dużą dozą dobrego humoru, z odrobiną komedii, a na pewno – jest w tym sporo sarkazmu. Czytając rozdział po rozdziale uśmiechałam się pod nosem, parę razy nawet parsknęłam śmiechem mocno. Myślę, że jest to zasługa tego, że Marianne jest mimo wszystko osobą o bardzo fajnym poczuciu humoru na przekór swojej bojaźliwej natury i pesymistycznych odruchów – potrafi być komiczna i bardzo trafnie, wręcz uszczypliwie punktuje pewne fakty.

Książkę czyta się lekko, fajnie i połknęłam ją praktycznie w jeden wieczór. Z przyjemnością kibicowałam bohaterce, pokochałam wręcz jej mamę słynącą z ostrych i ciętych ripost, czekałam na efekt finalny eksperymentu jakbym znała Marianne osobiście, była jej koleżanką i popijała z nią alkohol w jej ulubionym pubie. Sam fakt zobaczenia jej w DDTVN na to wpłynął, ale też sposób w jaki Marianne pisze pozwala mi na pełne zaufanie względem jej osoby. W paru momentach miałam wrażenie, że czytam troszkę o sobie i łapałam się na tym, że wyszukiwałam w głowie chwile, w których sama kierowałam się poradami z książek i rozmyślałam jaki był tego efekt.

Dla kogo ta pozycja?

Dla każdej kobiety, która może czuć się w swoim wieku odrobinę zagubiona. No bo zobaczcie. Nacisk społeczeństwa. Masz ponad 30 lat? Nie masz męża, dzieci, psa, domu i ogródka z pomidorkami? Coś ci więc nie wyszło! Ale czy na pewno? Myślę, że Marianne miała te same wątpliwości, takie samo uczucie. Jest to pozycja też dla tych, którzy szukają czegoś lżejszego do przeczytania, ale nie na tyle lekkiego żeby uznać to za czasową „zapchajdziurę”. Bo jednak jest to książka z morałem i to nie byle jakim, a z główną bohaterką można się zwyczajnie związać.

Wiecie, jednak jedną rzecz, bardzo ważną zresztą, udało mi się z tej książki wyciągnąć. I w zasadzie to nie będzie w żadnym wypadku spojler, mogę Wam to zdradzić...

„Help Me” to pozycja, którą chyba przeczytam jeszcze raz. Ale nie teraz, myślę że tak… za 6 lat, czyli wtedy kiedy będę w wieku Marianne. Chwycę za nią kiedy pomyślę, że w moim życiu poszło coś nie tak.
Błaaaagam, tylko nie miejcie mnie teraz za wariatkę. Nawet jeśli poukładam sobie wszystko tak, że będzie pozornie idealnie – pewnie nie raz jeszcze znajdzie się coś, co wywoła u mnie takie myśli. To jest życie. Życie lubi nas wystawiać na próbę. I każdy, dosłownie każdy miewa w swoim życiu czas zwątpienia. Dokładnie tak jak Marianne.

Autor: Marianne Power

Okładka: miękka ze skrzydełkami
Stron: 432
Cena okładkowa: 44,90zł
Wydawnictwo: MUZA 

12 thoughts on “12 miesięcy z poradnikami – czyli “Help Me” Marianne Power

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *