ORIFLAME LOVE NATURE, face & hand – pierwsze wrażenia

A więc przyszła.

Prawdziwa, chłodna i bezlitosna zima. Fakt, śniegu u nas niewiele, ale pierwsze mrozy już obszczypały moją skórę, a wiatr – ten lodowaty i hartujący – nie oszczędza nikogo.

Odkąd na świecie pojawił się syn ilość spacerów w taką pogodę się zwiększyła. Staramy się spacerować jak najwięcej, oczywiście tyle, na ile można przy takim maluszku. Ale jak ochronić swoją skórę przed takim zimnem? A szczególnie te partie ciała, które na szczypiący wiatr wystawione są najbardziej?

Wybierając kosmetyki ochronne zwykle kieruję się pierwszym wrażeniem z obcowania z nimi. Ważna jest dla mnie konsystencja, zapach i skład. Warto zwrócić uwagę czy w składzie wybranego kremu znajdują się witaminy A i E. Mitem jest, że najlepszy krem na zimę to ten bez wody – jej obecność w składzie wcale nie grozi odmrożeniem, bo produkty nowej generacji nie muszą być tłuste, by skutecznie chronić przed mrozem.

Zmierzając do celu.

Jakie kosmetyki ochronne wybrałam jeśli chodzi o tegoroczną zimę? Jakie jest moje pierwsze wrażenie z ich testowania?

LOVE NATURE HAND COLD CREAM & FACE COLD CREAM – OFIRLAME

Linia ta jest dedykowana właśnie obecnej porze roku. Trudna, zimowa pogoda wymusza na nas dodatkową dawkę nawilżenia i ochrony. A co bardzo ważne – kosmetyk o takich właściwościach nie może obciążać – przynajmniej jeśli chodzi o mnie.

Co na wstępnie należy od kosmetykach z tej serii powiedzieć? Co zawierają, jak ochraniają naszą skórę?

Zarówno krem do twarzy jak i ten do rąk zawierają w sobie wosk pszczeli, który jest silnie odżywczą substancją, doskonale natłuszcza skórę i chroni ja przed zimnem, wysuszenie, przyspiesza gojenie uszkodzeń naskórka, które zima pojawiają się nader często. Dodatkowo obecność oleju migdałowego zapewnia zdrowy i piękny wygląd skóry, jest bogaty w substancje białkowe, nienasycone kwasy tłuszczone, witaminy A i E, które są silnymi przeciwutleniaczami, a także witaminę D i B2, proteiny i minerały

HAND COLD CREAM

Stosując pierwszy raz krem do rąk z serii Love Nature od Oriflame zwróciłam uwagę na zapach. Słodki, świąteczny, zimowy – czyli taki właśnie jaki powinien być. Kocham zapachy, które wywołują u mnie pozytywne emocje, ten krem właśnie to czyni. Miód, migdały, zapach mocno maślany, bardzo dziewczęcy. Słowem – ideał. Bo nikt nie kocha słodyczy tak mocno jak ja. Nawet w formie głównych nut zapachowych.

Konsystencja kremu jest bardzo lekka, co jest dość niespotykane wśród kremów na zimę. Te zwykle mają bardzo ciężką i lepiąca się formułę. Na szczęście w Love Nature udało się tego uniknąć, co uznałam za duży plus. Ale największym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem było to, jak kosmetyk się wchłania. Często smarując czymś ręce (np. na dworze) chce założyć od razu rękawiczki i zwykle kończy się to tym, że potem mam na rękach farfocle wełny, które przykleiły się przez to, że krem był tłusty i oblepiał nadal dłonie. Tutaj sytuacja zgoła odwrotna, krem wchłonął się szybko, na dłoniach pozostawił wrażenie jakby… ochronnego filmu.

Opakowanie kremu jest poręczne, idealne do damskiej torebki, łatwo wydobyć z niego produkt, bez strachu że przesadzimy z jego ilością. Pojemność 75ml jest idealna dla moich potrzeb. Kosmetyk zużyję spokojnie, bez stresu że zdąży się przeterminować.

Na koniec podkreślę to co dla mnie najważniejsze. Fajny skład. Pierwsze co sprawdzam przy kosmetykach o właściwościach silnie nawilżających to skład. Najczęściej emolientowe preparaty zawierają w sobie parafinę, tutaj obawiałam się podobnej sytuacji, ale na szczęście duży plus i duże zaskoczenie – parafiny w składzie kremu nie ma! Brawo Oriflame!

No dobrze, a co z buzią?

FACE COLD CREAM

Sięgając po krem do twarzy od Love Nature bałam się, że ten słodki zapach, który przy kremie mi nie przeszkadzał, tak na buzi będzie już gorzej. Jednak to blisko nosa, a słodkie zapachy przecież lubią tak mdlić i powodować ból głowy. Jednak krem nie wywołuje takich negatywnych odczuć, zapach owszem – nadal równie słodki, ale nie jest inwazyjny i nie działa negatywnie na nasze zmysły. Za to daje efekt rozpieszczenia, utrzymuje się długo, jest dla nosa… sympatyczny.

Znów podobna historia z konsystencją. Krem jest gęsty, ale bardzo lekki w „noszeniu” i po kilkukrotnym nałożeniu na buzię nie wywołał żadnej niepożądanej reakcji, nie zapychał porów i skóra pod nim swobodnie oddychała. Jego główna rola została spełniona. Po godzinnym spacerze na mrozie skóra nie była obszczypana ani zaczerwieniona, zachowała swoje nawilżenie i udało się uniknąć nieprzyjemnego wysuszenia. Jest to dla mnie szczególnie ważne, bo moja twarz niestety ma tendencję do brzydkich zaczerwienień od upału lub od mrozu, a do tego pojawiają się pękające naczynka. Krem od Oriflame - Love Nature – pomógł tego uniknąć. Po kilku godzinach mam wrażenie, że krem nadal na buzi działa, a na pewno skóra zachowuje swoją delikatność.

Opakowanie o pojemności 50ml spokojnie wystarczy na dłuższy czas, jest to tradycyjna wielkość kremów jaką spotykam.

REASUMUJĄC:

Pierwsze koty za płoty, a u mnie pierwsze wnioski i wyliczanie wad i zalet.

To jak kosmetyki sprawdzą się na dłuższą metę jest ciężko ocenić na tym etapie, ale te plusy, który widzę już teraz to:

- niesamowity, bardzo miły dla nosa zapach miodu i migdałów

- kremy są gęste, ale nie obciążają, nie są tłuste i nie zapychają skóry

- krem do twarzy pozostawia delikatny film, który do kilkunastu minut znika i ustępuje wrażeniu delikatnej powłoki, podobnie krem do rąk – daje efekt niewidzialnych rękawiczek.

- ochrona przed mrozem potwierdzona, po dłuższym spacerze czuć nadal ochronę, skóra jest zabezpieczona, a pod kremem swobodnie oddycha.

Czy zamierzam testować produkt dalej? Oczywiście, że tak. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona, jeśli nie pojawi się żadna reakcja alergiczna i niepożądana, a skóra nie będzie zapchana, na pewno „wykończę” opakowania do końca. I nie omieszkam wspomnieć o wszystkich efektach tutaj, na blogu!

Firma Ofirlame znów zaskakuje pozytywnie, a już na pewno ma najwyższe miejsce na podium jeśli chodzi o kompozycje zapachowe, czy to wśród perfum czy też w kremach.

Gdzie kupić?

Znów będę rozpływać się, ochać i achać w zachwycie nad Liderem Struktury Sprzedaży w firmie Oriflame Polska, Agnieszką Kowal. W wypadku perfum nie zawiodła, teraz te kremy – póki co strzał w dziesiątkę, ciekawe jaki kosmetyk będzie następny. Znów perfumy? A może coś całkiem nowego?  Wchodziliście na stronę Agnieszki? Jeśli jeszcze nie, musicie koniecznie nadrobić!

AGNIESZKAKOWAL.PL

Nic tylko wyciągać wózek, łapki wkładać w mufki (oczywiście wcześniej odpowiednio zabezpieczone kremem Love Nature), wysmarować buzię, przywdziać czapkę i można ruszać w drogę. Dzisiaj z synem zaliczyliśmy spacer po lesie, jutro kierujemy się na okoliczny jarmark!

A wy jak zabezpieczacie swoją skórę przez takim zimnem? Piszcie!

28 thoughts on “ORIFLAME LOVE NATURE, face & hand – pierwsze wrażenia

  1. I am so happy to read this. This is the type of manual that needs to be given and not the random misinformation that is at the other blogs. Appreciate your sharing this greatest doc.

  2. Uwielbiam kosmetyki na bazie wosku pszczelego, zawsze się u mnie świetnie sprawdzają. Koniecznie muszę zakupić sobie kremy, szczególnie moje ręce potrzebują odżywienia i ochrony przed zimnem 🙂 piękne zdjęcia!

  3. Miód to mi się wręcz z zimą kojarzy 😃 a co do kremów… Must have na ten okres. Moja skóra bardzo cierpi jak tylko zaczną się mrozy 🙈

  4. Bardzo lubie miód w kosmetykach. , Ale tych produktów jeszcze nie miałam , w ogolnie produktów Oriflame jeszcze nie stosowalam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *