Galaktyczna feria kolorów od Makeup Revolution

I znowu to zrobiłam.

Znowu dorwałam nową paletę do makijażu i znowu poświęciłam caaaaały dzień na testy. Czy było warto? W moje ocenie tak, ale ważniejsza jest dla mnie Wasza ocena, także sami zerknijcie.

Dzisiaj krótko, spójnie i na temat. Zabieram Was w podróż międzygalaktyczną po drodze mlecznej kolorów od Makeup Revolution, a konkretnie po jednej z nowości – paleta Galactic – kolejna ze słynnych „czekoladek”. To chyba najsłynniejsza kolekcja firmy, która pachnie prawdziwymi słodyczami, ma piękną oprawę graficzną, a stosunek jakości do ceny jest naprawdę bardzo fajny.

Ale przyjrzyjmy się z bliska tej konkretnej palecie…

Dobór kolorystyczny zaskoczył mnie pozytywnie. Paleta zwiera 18 kolorów, które dzielą się na kolory matowe, satynowe, błyszczące i nawet duochromatyczne. Znajdziemy tam kosmiczne wzory, fiolety, róże, kolory ziemi, grafit i odcienie niebieskiego. Bazowy odcień, jasny, beżowy jest matowy, reszta z silniejszym pigmentem występuje w różnych wariantach, bardziej lub mniej błyszczących.

Jeśli chodzi o pigmentacje kolorów:

- odcienie różu i fioletu są piękne, intensywne, wręcz hipnotyzujące. Rozcierają się bezbłędnie, pięknie się blendują, pracują ładnie na oku i ich różnica w tonacji pozwala stworzyć naprawdę wiele jeśli chodzi o cieniowanie

- brązy są nasycone, występują w wersji ciepłej, jak zresztą cała paleta, będą fajnym uzupełnieniem dla kolorów z tej palety, ale na pewno potraktuję je też jako uzupełnienie do cieni pojedynczych z innych firm lub palet gdzie takich brązów mi brakuje

- grafit, czyli kolor którym czasem makijaż wykańczam jest głęboki, intensywny, również w wersji z błyskiem i bez, ta brokatowa wersja bardzo ładnie iskrzy i efekt blasku utrzymuje się na oku długo

- niebieski to mój największy zawód. Niestety akurat z tym kolorem pracowało mi się dość ciężko, liczyłam na bardzo duże nasycenie, a niestety musiałam mocno zakraplać cień fixerem żeby wyciągnąć z niego ten właściwy odcień i brokat.

- beże jak to beże, trzeba je ze dwa razy przekląć, a szczególnie ich pigmentacje, ale jest niewiele firm o dobrym pigmencie w tych kolorach, a na pewno nie w takiej cenie palety.

Dopiero kiedy swoje bohomazy tym zestawieniem kolorów dotarło do mnie jak bardzo, BARDZO mocno brakuje mi w tej palecie jednego koloru. Jednego jedynego. Było to szczerze, błyszczące i mieniące się… srebro. Taki mini minusik, ale naprawdę gdyby ten kolor tam był to prawdopodobnie już padłabym ze szczęścia, a makijaż wyszedł by mi w 100% tak, jak wyklarował się w mojej głowie.

Uwielbiam to, jak Makeup Revolution nazywa kolory w swoich paletach. W starszych czekoladkach nazwy wypisane były na folii, tutaj nadrukowane są już na stałe i takie nazwy jak: cosmic crush, space queen, far far away czy alien chic są wybitnie urocze. Dzięki temu mogę też bardzo dokładnie określić jakich odcieni konkretnie użyłam w wykonaniu mojej propozycji makijażu paletą Galactic.

Konsystencja cieni mnie zadowala, chociaż kolory odrobinę się osypują (niestety to minus moich ulubionych fioletów i niebieskiego), ale nie jest to osyp tragiczny. Cienie kładę na bazę, specjalną do tych celów więc spokojnie wytrzymały 8 godzin noszenia makijażu. Opakowanie jest jak zwykle solidne, twarde, z motywem słynnej czekoladki. Dużym plusem jest zamontowane w środku lusterko. Tym razem paleta nie ma gąbeczki ani pędzelka do makijażu, ale to dobrze, zwykle je wyrzucałam, bo były słabej jakości, a pędzle i tak mam już swoje, ulubione.

Myślę, że paleta sprawdzi się bardziej w makijażach wieczorowych, ze względu na przewagę odważnych i ciemnych kolorów. Zasadniczo ja sama decydowałam się na nią właśnie z myślą o odważniejszych makijażach na specjalne okazje.

Inspiracją do wykonaniu makijażu była tym razem… droga mleczna. Ale nie wiem dlaczego widziałam tę drogę w wersji dość geometrycznej, graficznej. Dlatego tym razem nie rozcierałam cieni ze sobą, chciałam żeby się od siebie znacząco odcinały, szczególnie zależało mi na różnicy w zewnętrznym kąciku oka, między fioletem i niebieskim.

Kolory, które wykorzystałam w makijażu to: solar flare, cosmic crush, interstella, one smal step i jako baza – kolor supernova.

TWARZ: baza Pierre Rene, podkład Lorigine, róż Lorigine, puder sypki KOBO, paleta do konturowania: Lovely

OCZY: paleta MUR Galactic, mascara: Affect, baza do cieni i korektor: Affect, eyeliner: Loreal

BRWI: One&onlycosmetics

USTA: błyszczyk Affect

 

PODSUMUJMY:

ZALETY:

  1. Pigmentacja
  2. Różnorodność cieni
  3. Cena
  4. Wykonanie
  5. Dostępność
  6. Zapach

WADY:

  1. Brak srebrnego koloru
  2. Oczekiwałam większego błysku
  3. Delikatnie się osypuje
  4. Słaba pigmentacja niebieskiego odcienia

Ależ ten makijaż zaczął mnie wciągać. Wczoraj wzięłam się za porządki w kosmetykach i tak jak w marcu tego roku miałam zaledwie dwa tusze do rzęs i jeden cień do brwi + jakiś stary krem BB, tak teraz? Mam już sporo palet, cieni pojedynczych, pigmentów, podkłady płynne, minerały, szminek dwa kartony i… CIĄGLE MI MAŁO.

Następna paleta która pójdzie pod lupę to znów paleta od Makeuprevolution. Potem KOBO, a potem… kto wie co jeszcze wymyślę?

Cieszę się, że odkryłam w sobie taką pasję, powoli przymierzam się do szkoleń i kursów, aby nadal trenować swoje umiejętności. Póki co czerpię z własnych doświadczeń i makijaże są tylko sumą prób i błędów, ale gdzieś w głębi serca czuję, że to jeszcze nie koniec i że… umiem więcej i zrobię więcej!

17 thoughts on “Galaktyczna feria kolorów od Makeup Revolution

  1. Szalone kolory 😊 znam tą firmę, ale nigdy nie słyszałam opinii ja jej temat. Takiej prawdziwej i rzetelnej! Dobrze wiedzieć, że są dobrej jakości. A na dodatek w przystępnej cenie 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *