#BERLINLOVE – co w Berlinie robię i co w nim lubię

Mówiąc sobie: duże, imponujące miasto w Europie – co macie wtedy przed oczami?

U mnie od 3 lat jest to niezmiennie Berlin.

Miasto, które od tych 3 lat odwiedzam służbowo, ale zawsze znajdę chociaż chwilę, aby poczuć się w nim jak prawdziwa turystka.

Jak wiecie (a na pewno wiecie, bo gadam o tym cały czas) moje serce zawsze będzie należeć do klimatów wiejskich i sielskich, od bloków wolę dom, a od miejskiej dżungli lasy i pola kukurydzy. I rzadko jakiekolwiek naprawdę duże miasto robi na mnie wrażenie. Zwykle czuję się w takich przytłoczona, nie lubię hałasu, nie lubię tłumów, zamiast galerii handlowych wybieram zakupy online, lumpeksy i malutkie warzywniaki. Jednakże ze względu na zawód jaki dane mi było wykonywać przez ostatnie 365dni dużo podróżowałam. I często to właśnie Berlin był moim punktem docelowym…

MOJA PRACA?

Na początek powinnam chyba pokrótce opisać, co ja tak naprawdę w życiu robię/robiłam zawodowo, skoro mój tyłek ciągle jest w podróży. Jest? Hm, no może był, bo teraz mój tyłek zmieści się jedynie do taczki, a o własnych siłach najchętniej chodzę… ale do toalety. Ciąża. Sami wiecie. Wyjątkowy stan! Powoli zmierzamy do wielkiego #unboxingu brzuszka!

Pracuję w branży budowlanej. Wraz z mężem (chociaż ja to tak bardziej stałam z boku i ładnie wyglądałam) udało nam się stworzyć takie... w sumie pierwsze dziecko, w postaci własnej firmy budowlanej, która zajmuje się systemami przeciwsłonecznymi. Mój mąż jest w tej kwestii specjalistą, ja staram się mu pomóc na tyle na ile potrafię. Ale w takiej branży podróże to mus. A traf chciał, że duża część zleceń jest właśnie w Niemczech. Tym sposobem miałam szansę lepiej poznać stolicę tego kraju.

Jak się pracuje w Berlinie? Jakkolwiek to zabrzmi i mam nadzieję, że nikogo nie urażę – lepiej niż w Polsce. Niestety. Coś co bardzo w Niemczech mi imponuje to kultura pracy. Porządek na budowie. Szacunek do swojego zdrowia (naprawdę rzadko widuję tam ludzi, którzy pracują maniakalnie ponad swoje siły, bo osoby, które tam spotykam wiedzą, że powyżej godziny X ich wydajność i tak spada i są znacznie mniej produktywni + nie mają czasu na regenerację).

I tutaj już nawet nie chodzi o pieniądze, bo ciągle słyszę, że „ach bo tam ludzie inaczej zarabiają”. Tak, często tak. Ale nie ZAWSZE. Bo budowlanka to taka branża, że jeśli ma się łeb na karku można pracować godnie wszędzie. Nie tylko za granicą. Ale to chyba temat na inny post, bardziej smutny i refleksyjny. A tutaj miałam pisać o rzeczach przyjemnych.

No i co ja w tym Berlinie na budowie robię? Nic szczególnego. Od biegania z wiertarką po rusztowaniu, po rozmowy i ustalenia różnego rodzaju. Aczkolwiek pamiętajcie, to mój mąż jest szefem. Ja co nie dopracuję to dowyglądam!

A co po budowie?

Jak wielka jest moja radość, kiedy przychodzi wolne popołudnie i wieczór, mi się włączy włóczykij i szwędacz pospolity, mogę złapać za aparat i ruszyć w miasto. Ten aparat jest tutaj sprawą kluczową, bo zwykle podczas takiej wyprawy jestem gorsza niż grupka Azjatów, którzy fotografują wszystko. Ja fotografuję wszystko plus… jeszcze troszkę wszystkiego.

Wieża telewizyjna.

Berlińska Wieża Telewizyjna znajduje się w berlińskiej dzielnicy Mitte, w pobliżu Alexanderplatz, a sięgając wysokości 368 metrów jest najwyższym budynkiem w Niemczech i czwartym co do wielkości wolnostojącym obiektem w Europie. Ukończona w 1969 roku, była na tamten czas drugą co do wielkości wieżą telewizyjną na świecie, zaś obecnie zaliczana jest do dziesięciu najpopularniejszych zabytków w Niemczech z ponad milionem zwiedzających rocznie .

Imponująca jak diabli. Wysoka, strzelista, a pod nią zawsze tłumy ludzi. Jedno z moich ulubionych miejsc jeśli chodzi o robienie zdjęć, bo gdzie bym nie stanęła, jak bym na nią nie patrzyła, zawsze robię na jej widok wielkie „woooow”.

Wieżę można oczywiście zobaczyć od środka i wjechać windą na sam jej szczyt i zobaczyć panoramę Berlina. Kosmos, widok po prostu kosmos. Taka przyjemność to koszt min 59zł, ale warto. Uczta dla oka, a do tego odrobina adrenaliny dla ludzi, których rajcuje taka wysokość.

Brama Brandenburska.

Brama Brandenburska to szalenie rozpoznawalna, niemiecka budowla. Prawie każdy, kto przyjeżdża do Berlina prędzej czy później trafia do tego miejsca. Zaprojektowana przez niemieckiego architekta, pochodzącego z Kamiennej Góry Carla Gottharda Langhansa.

Budowana po wojnie siedmioletniej, w czasach umacniania Prus, podczas gdy w Polsce trwał Sejm Czteroletni, w roku rewolucji francuskiej została wzbogacona kwadrygą, którą powoziła naga wówczas Wiktoria, bogini zwycięstwa uwieńczona dębowymi liśćmi.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz się przed nią znalazłam. Pierwsza myśl? O cholibka, ile tu ludzi. Naprawdę, widok niesłychany i odrobinę komiczny – ogrom ludzi stoi, robi zdjęcia, 80% z telefonem, ludzie robią selfie, ludzie robią zdjęcie krajobrazu, ludzie kręcą filmiki. Ale cóż, dziwi to kogoś? Ja sama jak zobaczyłam taki kolos, który na dodatek może poszczycić się tak pięknymi rzeźbami – złapałam za telefon i jak zamroczona trzaskałam ujęcia. Taki to już chyba czas, że te telefony przyrosły nam do ręki. Lubimy uwieczniać takie chwile… Hm, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Reichstag

Reichstag, a oficjalnie Plenarbereich Reichstagsgebäude, jest siedzibą niemieckiego Bundestagu. Zbudowany został w barokowym stylu na podstawie planów architekta Paula Wallota w latach 1884–1894.. W 1933 budynek ten został prawie całkowicie zniszczony w pożarze. W latach 60. został odbudowany w nowej formie i ponownie przebudowany w 1991–1999.

Jeśli szukać mistrzów w budowaniu rzeczy monumentalnych – Niemcy zajmują naprawdę topowe miejsca. Podchodząc pod Reichstag trzymałam szczękę obiema dłońmi, bo wielkość i… jakiś mistycyzm tego budynku poraził mnie niesamowicie. Plac jest olbrzymi (tak jak i ilość turystów na nim). Bardzo chciałam dostać się do środka, ale kolejka do wejścia była tak ogromna za każdym razem, że zawsze zmuszona byłam się wycofać. Liczę, że kolejny wyjazd do Berlina już wkrótce i w końcu i ja się tam dopcham!

Katedra w Berlinie.

Wydaje nam się, że jest to jeden z najładniejszych budynków, jakie widzieliśmy w Berlinie. Niesamowita, olbrzymia kopuła, masywne kolumny.

Tutaj krótko. Kolejny monument, a co ciekawe – zawsze od niego zaczynamy zwiedzanie tego miasta. Zawsze pełne muzyki, dobrej energii, uśmiechów turystów… Takie wiecie – miejsce gdzie człowiek na trawie poleży, Myszkę Miki uściśnie, ulicznych grajków posłucha, kupi magnes na lodówkę i pogada z lokalsami, turystami i… stopę w fontannie zamoczy.

MacLaren's Pub

Czy są tutaj fani serialu „Jak Poznałem Waszą Matkę”?

Uwielbiam ten serial, widziałam wszystkie sezony minimum 3 razy (aczkolwiek wydaje mi się, że nawet więcej) i kiedy na Boxhagener Str. znalazłam ten pub aż zapiszczałam z radości. Nie byłabym sobą, gdybym nie spędziła tam chociaż jednego wieczoru. Baaaardzo żałuję, że nie zrobiłam tam wielu zdjęć, ale pub był pełny i nie chciałam robić zdjęć innym ludziom. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda wnętrze zerknijcie tutaj:

MacLaren's Pub Berlin

Jest tam taka ilość odniesień do serialu, że łzy stanęły mi w oczach (sentymenty, sentymenty). Były czerwone kowbojki Teda, były motywacyjne zdjęcia Barneya, były szable ze ściany mieszkania Teda i Marshalla, była wielka figurka Szturmowca, w gablotach umieszczony był „The Bro Code” i „The Playbook”. Stoliki były ułożone IDENTYCZNIE jak w serialu. Nawet menu lokalu było odwzorowane na wydarzeniach, które miały miejsce w HIMYM, dzięki czemu zjadłam burgera, którego uwielbiał Ted, a mój mąż wypił ulubione piwo Marshalla i Lily. Brakowało tylko zejścia po schodkach jak w prawdziwym MacLaren’s Pub no ale, jak to mówią… nie można mieć wszystkiego.

… i wiele wiele innych.

Wymienione wyżej miejsca co tak naprawdę zalążek tego, o czym chciałabym Wam opowiadać. Bo tego jest ogrom! To co na pewno musicie jeszcze zobaczyć to:

  • Pomnik pomordowanych Żydów Europy (Denkmal für die ermordeten Juden Europas)
  • Plac Gendarmenmarkt
  • Mur Berliński – East Side Gallery
  • Kreuzberg
  • Potsdamer Platz (miałam masę zdjęć z tego miejsca, ale oczywiście coś się klikło i skasowało)
  • Berlińskie Zoo
  • Wieża Grunewaldzka
  • Poczdam (wprawdzie to poza Berlinem, ale tam tez często pracuję i uważam, że to niesamowicie klimatyczne miasteczko)

A gdzie spać?

Jeśli chodzi o sprawdzony nocleg, gorąco polecam hotel w którym zatrzymujemy się bardzo często, mamy dzięki temu blisko na najważniejsze budowy, a na dole jest wspomniany wyżej MacLaren’s Pub. To dobre miejsce dla ludzi aktywnych, a także tych, którzy chcą odpocząć przy okazji z SPA.

Klik w link niżej!

Hotel Zarenhof

Część wiedzy merytorycznej wyciągnęłam z głowy. Cześć oczywiście wspomagana Wikipedią. Post ten nie jest w żadnym wypadku poradnikiem podróżniczym. To tylko moje wspomnienia.

Jeśli lubicie tego typu teksty - dajcie znać! Da mi to pozytywnego kopa w tyłek i na pewno ilość tekstów się podwoi!

19 thoughts on “#BERLINLOVE – co w Berlinie robię i co w nim lubię

  1. Super oglądało się te zdjęcia. Nigdy nie byłam w Berlinie i dzięki nim jeszcze bardziej zechciałam tam pojechać! Musze przyznać, że zaspokoilas moją ciekawość dotyczącą Twojej pracy. Fajnie, że możesz tak podróżować!

  2. Z pracą za granicą masz rację- sama mieszkam w Holandii i widzę jak pracują tu ludzie, jak są traktowani. To nie jest Polska, gdzie ludzie pracują od świtu do nocy.
    Są tu piękne miejsca, ale do pogody Jeszcze przekonać sie nie moge- ciagle deszcz i deszcz. I wtedy Tęsknię za Polską. ??

  3. Piękne zdjęcia i fajnie sie czytało ten post 🙂 Masz racje co do zarabiania wszędzie można dobrze zarabiać nawet w pl tylko trzeba chcieć i mieć głowę na kraku ? Bo zycie w Niemczech czy Polsce jest takie samo jak wszędzie, moze troche polityka lepsza w roznych kwestiach 🙂 Ja nigdy nie byłam w Niemczech ani w Berlinie więc trudno mi porownywac ale mysle ze zycie jest wszedzie podobne ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *